strona główna
Życiorys
Homilie
Homilie II
Homilie III
Homilie IV
Rekolekcje
Rekolekcje2
rozwazania
Modlitwa
Chodzenie po tropach
Inspiracje
Refleksje
Na marginesie
Pasje
Wspomnienia
Video
Kontakt

Życiorys

Skromny, nie zabiegający o uznanie i popularność, czasem szorstki, o nieco onieśmielającym sposobie bycia, ale pozostawiający ślad w każdym, kogo spotykał. Pełen poczucia humoru, radości życia i zachwytu dla piękna natury. „Jesteśmy powołani do tego, żeby być wirtuozami życia” – mawiał. Lubił pływanie, jazdę na nartach i rowerze, nie stronił od siłowni, czasem czerwonego wina i fajki, uwielbiał muzykę jazzową. „W Niebie musi być basen , stoki narciarskie
i puby jazzowe" - żartował.

Indywidualista. Nieprzeciętny.

Taki był ojciec Andrzej Hołowaty.

Urodził się 20 sierpnia 1960 roku w Opocznie, mieszkał i uczył się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Przez rok studiował na Politechnice Krakowskiej, ale przerwał studia i postanowił wstąpić do Zakonu Dominikanów. 20 października 1980 roku rozpoczął nowicjat w Poznaniu, rok później złożył śluby zakonne i podjął studia teologiczne w Krakowie. Spotkał tam wiele ważnych postaci, które wywarły istotny wpływ na Jego życie. Szczególnie serdecznie wspominał Ojca Joachima Badeniego. We wrześniu 1986 roku złożył śluby wieczyste i jako młody diakon został przydzielony do pracy w Prudniku. Był to trudny a zarazem przełomowy czas, w którym hartował swój charakter. W tym czasie zainteresował się duchowością kościoła wschodniego, zaczął praktykować medytację chrześcijańską - kilka lat później, w dedykacji do książki „Opowieści pielgrzyma”, którą ofiarował przyjacielowi napisał: „… modlitwa Jezusowa była dla mnie ratunkiem w momentach zawirowań życiowych...”Wiele czasu poświęcał na studiowanie filozofii, która stała się jego pasją. Święcenia kapłańskie otrzymał 7 stycznia 1989 roku. Kolejne siedem lat pracował w Rzeszowie i Tarnobrzegu.

W 1996 roku został redaktorem naczelnym Oficyny "W Drodze" w Poznaniu. To był dobry czas intelektualnego rozwoju, wśród książek i ludzi kochających książki. W 2000 roku powrócił do Rzeszowa. Pracował jako katecheta w IV LO i Technikum, zorganizował duszpasterstwo post – akademickie ”Poddasze”. Odprawiane przez Niego Msze święte w niedziele o 11.30, na których głosił poruszające homilie, przyciągały wiernych z całego miasta. Wokół niego tworzyła się wspólnota uczestniczących w liturgii: ludzie poznawali się, dyskutowali, organizowali wspólne wycieczki, zaprzyjaźniali się.
Odbywał długie indywidualne spowiedzi z wieloma potrzebującymi i zawsze miał dla nich czas. Wiele czasu poświęcał młodzieży, każdy wiedział że zawsze może do niego przyjść ze swoimi problemami. Podejmował się trudnej roli mediatora rodzinnego. Organizował „Zaduszki Jazzowe”, spływy kajakowe, wyjazdy narciarskie, wyprawy w Bieszczady i zawsze wykorzystywał to, żeby mówić o Bogu w sposób taktowny i nie narzucający.

W 2009 roku został przeniesiony do Jamnej, do - jak mawiał - „stumilowego lasu”. Spędził tam dwa szczęśliwe lata. Wreszcie miał więcej czasu na swoje pasje. Dużo czytał, biegał, uprawiał nordic walking, cieszył się bliskością natury, słuchał muzyki i stale się uczył. Stąd wyjeżdżał na rekolekcje i tu rekolekcje prowadził. Zorganizował grupę dorosłych, z którą spotykał się na dyskusjach i modlitwie. Zamierzał stworzyć program duchowej pomocy ludziom nieuleczalnie chorym - program oswajania śmierci. Na Jamnej narodziło się także mnóstwo innych planów, których nie zdążył wprowadzić w życie.
Ojciec Andrzej uwielbiał i szanował książki - jak wspominają Jego Rodzice - od najmłodszych lat. Wypełniony od podłogi do sufitu regał z książkami w Jego pokoju na Jamnej nie mieścił bogatej biblioteki, stosy książek leżały na podłodze, na parapetach okien. Czytał na sposób Romana Brandstaetera, z ołówkiem w ręku, zapisując po marginesach, podkreślając całe akapity i oznaczając wykrzyknikami. Chętnie pożyczał swoje książki. Uwielbiał dzieci i niczym małe dziecko pisał po ścianach pokoju, zapełniając je cytatami i myślami - te właśnie cytaty stawały się głównymi tematami długich rozmów z odwiedzającymi go przyjaciółmi.
Był zafascynowany nade wszystko Ewangelią - mówił o Niej z takim entuzjazmem, że zaciekawiał, przyciągał, inspirował, niepokoił. Miał niezwykłą wrażliwość i umiejętność słuchania. Ludzie mu ufali. Był dobrym człowiekiem i posiadał, jak powiedział o. Jan Góra OP: „wielki dar przyjaźni”.

Zmarł nagle 25 sierpnia 2011roku. Miesiąc wcześniej, zapytany czy nie ma dość pobytu na tym odludziu na Jamnej, odparł z uśmiechem, że tu właśnie „chciałby złożyć swoje kości”. Tak się stało. Jego grób z surowych skalnych bloków znajduje się na górce, blisko kapliczki Matki Bożej Narciarskiej.


Pozostanie na zawsze w naszej pamięci.
Przyjaciele


[Rozmiar: 121455 bajtów]